Islandia. Niewielkie terytorium położone w jednym z najzimniejszych zakątków Europy, którego wszyscy mieszkańcy bez większych problemów pomieściliby się w Katowicach, czy Bydgoszczy. Znane przede wszystkim z mającej kilka lat temu erupcji wulkanu, która zakłóciła ruch lotniczy nad całą Europą, błyskotliwego występu jego reprezentacji w czasie ostatnich Mistrzostw Europy w piłce nożnej oraz plasowania się w czołówce corocznych rankingów HDI, definiujących poziom rozwoju państw. Jednak Islandia to coś znacznie więcej. To bajkowe krajobrazy, tysiące kilometrów nieużytków przypominających filmową scenografię i zapierające dech w piersiach cuda natury. Sprawdź co ma do zaoferowania głodnym wrażeń turystom.

Islandia z punktu widzenia wielu Polaków jest jednym z dość egzotycznych, chociaż w gruncie rzeczy stosunkowo bliskich, zakątków świata. Państwo, które jest trzykrotnie mniejsze od Polski ma ponad stukrotnie mniej obywateli. Stosunkowo nieduży kraj o powierzchni niewiele większej od Czech położony jest na północnym-zachodnim skraju Europy, słynącym głównie z niskich temperatur i wysokiego poziomu życia.

Z racji niewielkiej liczby mieszkańców próżno liczyć na zwiedzanie wielkich miast, czy licznych zabytków – 2/3 ludności zamieszkuje stolicę i przyległe do niej tereny. Poza „obszarem metropolitalnym” na Islandii znajdują się jeszcze tylko dwa „duże” miasta – Keflavík (ok. 14000 mieszkańców) oraz Akureyri (18000).

Do wzrostu popularności Islandii na świecie przyczynił się słynny, coroczny festiwal fanów EVE Online – popularnej gry z gatunku MMORPG, od 14 lat zdobywającej rzesze fanów na całym globie. Systematycznie rozwijany tytuł każdego roku przyciąga do tego niewielkiego, wyspiarskiego państwa tysiące fanów, przyczyniając się w ten niepozorny sposób do budowania marki byłej duńskiej kolonii. W Polsce, prócz przywołanych we wstępie skojarzeń, rozpoznawana jest jeszcze niekiedy ze względu na polskie akcenty – mieszkańcom tego kraju szczególnie do gustu przypadły, popularne także w Polsce, wafelki Prince Polo. Każdego roku Islandczycy zjadają ponad 167 ton tych polskich słodyczy.

Biorąc pod uwagę powyższe mogłoby się wydawać, że w tak niewielkim państwie, składającym się w gruncie rzeczy z jednego większego ośrodka miejskiego, trudno znaleźć atrakcje turystyczne. Jednak to tylko pozory – Islandia, zresztą nie tylko pod tym względem, bardzo Was zaskoczy.

Decydując się na jej odwiedzenie trzeba koniecznie wybrać się w okolice wulkanu Eyjafjallajökull, którego erupcja w 2010 roku doprowadziła do paraliżu ruchu lotniczego nad sporą częścią Europy, przyczyniając się do skomplikowania życia nie tylko linii lotniczych i korzystających z ich usług pasażerów.

Obowiązkowymi punktami podróży powinny być również dwie zatoki – położona w południowej części Jökulsárlón (słynąca z „występów” w wielu filmach, w tym m.in. James Bond, Lara Croft, czy Batman) oraz Fjallsárlón, będąca właściwie jeziorem polodowcowym na skraju lodowca Vatnajökull.

Warto wybrać się również na Półwysep Dyrhólaey. Do początku lat 20-tych minionego stulecia był on najdalej na południe wysuniętym punktem tego wyspiarskiego kraju. Wśród turystów słynie przede wszystkim z niezwykłych, urzekających spektakularnym pięknem wschodów i zachodów słońca. Najbardziej charakterystycznym elementem Półwyspu jest latarnia morska, zbudowana w 1927 roku. Godny uwagi jest też wodospad Dettifoss, położony w północno-zachodniej części państwa, będący jednym z najbardziej „energetycznych” w Europie – według szacunków produkowana przez niego moc wynosi ok. 90 megawatów i gdyby została zamieniona w prąd elektryczny to pozwoliłaby na zasilanie 100-tysięcznego miasta. Podobnie jak zatoka Jökulsárlón, także on miał okazję stać się „gwiazdą”, służąc jako tło do scen z filmu „Prometeusz” Ridleya Scotta. Drugim ciekawym wodospadem jest Gulfoss, tzw. złoty wodospad, złożony z dwóch kaskad (11 i 20 metrów), będący jedną z popularniejszych atrakcji, zaliczających się do „złotego kręgu”.

Koniecznie trzeba też zobaczyć Geysir – leżący w dolnie Haukadalur islandzki gejzer. Gejzer niezwykły, ponieważ to od jego nazwy pochodzi ta, którą powszechnie na całym świecie określa się źródła geotermalne wyrzucające co jakiś czas parę i wodę pod dużym ciśnieniem. Jednym z nich jest znajdujący się na tym samym terenie Stokkur, wystrzeliwujący regularnie co kilka minut ogromne ilości wody na wysokość ponad 35 metrów. A skoro jesteśmy już przy źródłach geotermalnych – nie sposób nie wspomnieć o Heveragerdi. Niezwykle aktywny teren, przesycony gorącymi źródłami, rzekami i wyziewami pozwala na zażywanie kąpieli w stosunkowo mroźnym klimacie, będąc jednym z ulubionych miejsc Islandczyków, pozwalających odprężyć się na łonie natury.

Ostatnią z ciekawszych atrakcji na naszej liście jest Droga 61, którą warto wpleść w program swojej wyprawy. Licząca ok. 200 kilometrów trasa rozciąga się wzdłuż fiordów, zapewniając niezapomniane widoki. Rozświetlane blaskiem słońca zatoki, niewielkie miasteczka, zbocza gór, liczne wodospady, łąki, stada koni i opuszczone budynki tworzą niezwykłą mozaikę, która pozostaje w pamięci na długo.

Powyższe jest oczywiście tylko propozycją najciekawszych, naszym zdaniem, miejsc jakie ma do zaoferowania ten w dalszym ciągu niedoceniany turystycznie zakątek Europy. Jednak to tylko skromna część jego bogatej oferty, do poznania której serdecznie zachęcamy.

Na miejsce dotrzeć możemy drogą morską lub lotniczą, przy czym ta druga jest zdecydowanie wygodniejsza (możliwość dotarcia na miejsce bezpośrednio z Polski), szybsza oraz – na ogół – tańsza. Do stolicy Islandii dolecimy z czterech polskich lotnisk, przy pomocy połączeń bezpośrednich. Połączenia z Reykjavikiem mają Warszawa (większość lotów w cenie od 150 zł do 350 zł – wyloty odbywają się codziennie), Wrocław (od 100 zł do 600 zł w jedną stronę, zależnie od dnia lotu – wyloty odbywają się praktycznie codziennie), Gdańsk (od 200 zł do 700 zł, zależnie od dnia lotu – wyloty odbywają się praktycznie codziennie) i Katowice (od 100 zł do 450 zł w jedną stronę, zależnie od dnia lotu – wyloty przynajmniej trzy razy w tygodniu).

Facebook Comments